Jak trumna…

Był czas, kiedy w oczekiwaniu na narodziny Dominika powiedziałam kilku zaufanym osobom, że czuję się, jakbym była trumną  Na poród czekaliśmy prawie 4 doby ze świadomością, że w końcu musi on nadejść i może pojawić się w każdej chwili. To czekanie zdaża się, że trwa kilkanaście godzin, nam akurat przyszło oczekiwać dłużej, bo mój organizm nie reagował na leki tak od razu.

O tym moim samopoczuciu powiedziałam też Mężowi. To, co mi odpowiedział, mogłaby usłyszeć każda kobieta, która jest w tej sytuacji. Mi, jako osobie wierzącej, przyniosło to niesamowitą zmianę perspektywy. Oto jak wyglądała ta rozmowa:

Ja: Czuję się jak trumna.. 😢

Jacek: Ale Ty jesteś teraz jak Monstrancja, bo przecież nosisz świętego w sobie. Dominik jest już w niebie święty👼

Ja: Monstrancja na pewno nie, bo w Monstrancji Pan Jezus jest żywy, a Dominik nie żyje… Jednak jest to trumna…

Jacek: Racja. W takim razie jesteś jak relikwiarz 

I to było coś, co w tamtym momencie zmieniło o 180st moje myślenie o sobie 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.