Bałaś się?

Wracamy po przerwie!

Pisałam TUTAJ o ogromie miłości i szczęścia przy podjęciu decyzji o adopcji Pawła. No bo jak to jest możliwe, żeby się nie zakochać w nim od razu? 😉 Nie było to takie proste jak może się jednak wydawać. Miłość i szczęście były – to nie ulega wątpliwości, ale mówiąc o miłości (każdej: małżeńskiej, rodzicielskiej, między przyjaciółmi, …), mam na myśli decyzję, bo tym właśnie ona jest. Nie jest uczuciem. Uczucia się zmieniają, decyzja zostaje i rośnie, ale musi być prawdziwa. Była prawdziwa, jak prawdziwy jest nasz Syn.

Z drugiej strony przecież uczucia są też bardzo ważne, w miłości rodzicielskiej powiedziałabym niezbędne (przynajmniej dla mnie). Ostatnio na weselu w rodzinie poznaliśmy cudowną młodą mamę, która adoptowała malutką córeczkę. Poznaliśmy się tuż przed naszym wyjazdem, dlatego za dużo nie porozmawialiśmy, ale żegnaliśmy się 3 razy, bo nie mogliśmy skończyć wymiany opowieści 😊 Właśnie ta mama spytała nas, czy nie baliśmy się, że nie zaiskrzy, że nie będzie tej miłości do dziecka, jaka zwykle jest u rodziców. Okazało się, że mamy w tym względzie podobne doświadczenia.

Oczywiście baliśmy się i możliwe, że obawia się tego sporo osób, które mają zostać rodzicami. Może nawet obawa ta nie dotyczy tylko rodziców adopcyjnych – nie wiem (?). Tylko, co wtedy? Decyzja już jest, dziecko jest…

Miłość też jest.

Wiecie co przyniosło te cudowne uczucia? Fakt, że Paweł był i jest tak bezbronny i tak bardzo zależny od nas. Chyba o to właśnie chodzi, że kiedy doświadczamy tak ogromnej odpowiedzialności, widzimy jak ona wdzięcznie wraca do nas w spojrzeniu dziecka, jego uśmiechu, spokoju, śnie, później w przytuleniu, widocznej tęsknocie – wtedy pojawiają się też te piękne uczucia, które miłość cudownie ubogacają.

Nasze obawy okazały się czymś zupełnie normalnym, tak jak normalne okazało się nie to, że były niepotrzebne (bo były – tak myślę), ale to, że ich przezwyciężenie było prostsze niż przypuszczaliśmy i zupełnie niezależne od nas 😊

Kiedyś tak nie było, ale teraz codziennie w naszych „4 ścianach” słychać szczery śmiech. Umiem wrócić pamięcią do trudnego okresu starań (zwykle kiedy rozmawiam z kimś, kto właśnie to przeżywa), ale to sprawia tylko, że jeszcze mocniej doceniam nasze wspólne życie dzisiaj i innego już sobie nie wyobrażam.

Uściski od szczęśliwej mamy!